Partnerstwo

Transwestyta na kozetce – czyli o pomocy psychologicznej dla osób trans


Na pewno wiele osób się boi pójść do specjalisty, szczególnie osoby trans. Ale to jest tak, jak z budowaniem kanapy czy stołu – i stół, i kanapę możemy zbudować sami, ale szybciej i łatwiej jest pójść do kogoś, kto już się na tym zna.

Rozmowa z psycholożką, Dorotą Hędzelek.

Porady psychologów i psychiatrów w Polsce są raczej niepopularne. Czy słusznie robimy „radząc sobie sami”, czy może coś tracimy, nie szukając rady u specjalisty?

Na pewno wiele osób się boi pójść do specjalisty, szczególnie osoby trans. Ale to jest tak, jak z budowaniem kanapy czy stołu – i stół, i kanapę możemy zbudować sami, ale szybciej i łatwiej jest pójść do kogoś, kto już się na tym zna. Tak samo jest z psychologiem – oczywiście każdy jest w stanie dojść do jakiejś samorealizacji, spełnienia, poznania siebie, ale szybciej będzie z fachową pomocą. Można wykorzystać już samo doświadczenie tej osoby, do której inni zgłaszali się z podobnymi problemami. Tu już nawet nie chodzi o teorię, naukę, studia psychologiczne, ale życiowe doświadczenie innych ludzi. Psychologa nie trzeba traktować jak wyroczni, ale jego punkt widzenia może być pomocny przy podejmowaniu decyzji.

Z drugiej strony osoba lub para, która się wybiera do specjalisty, często wchodzi do gabinetu z wielkimi oczekiwaniami, którym lekarz nie jest w stanie sprostać. Czego nie powinnyśmy się spodziewać? Co psycholog może zagwarantować, a czego absolutnie nie?

Schemat, w którym ja pracuję i który chyba jest powszechny polega na tym, że wszystkie oczekiwania są omawiane i weryfikowane w czasie pierwszego spotkania. Zapobiega to sytuacji, w której ktoś - z różnych przyczyn nie powie o swoich oczekiwaniach i terapia albo spotkanie do niczego nie prowadzą. Powinniśmy się spodziewać pytania o to, jakie są nasze oczekiwania wobec spotkań z psychologiem, bo cel terapii ustala osoba, która się zgłasza po pomoc.
Od dobrego psychologa nie spodziewajmy się rad. To mogą być jakieś propozycje, sugestie, pokazanie, jak inni ludzie sobie radzą w takiej sytuacji, powołanie się na jakieś badania, które omawiają dany problem. Nikt nie powinien liczyć na to, że psycholog za niego zdecyduje, co powinien zrobić.

Jak wyglądają spotkania z psychologiem – zarówno indywidualne jak i dla par?

Widzę, że ludzie, którzy do mnie przychodzą, często są zdenerwowani, ale ten strach zostaje za drzwiami. W ciągu pięciu minut już wiadomo, co powiedzieć, co zrobić. Ludzie często nie wiedzą, jakie będą pytania, co powiedzą, a to wszystko samo przychodzi. Dlatego, jeśli ma to być terapia, to pierwsze spotkanie zazwyczaj jest dłuższe, u mnie trwa półtorej godziny, późniejsze są krótsze – godzinne.

A co do par – jeśli już przychodzą dwie osoby, to jedna i druga chcą wykorzystać ten czas. Czyli nie jest tak do końca, że ktoś kogoś przyciąga na siłę. Jeśli ktoś już przyszedł, to znaczy, że ma jakieś oczekiwania wobec tego spotkania.

Zawsze pytam, kto zainicjował spotkanie i osoba, która przyszła na siłę, nie jest zmuszana do wypowiadania się. Może się tylko przysłuchiwać. Ale najczęściej po jakimś czasie też się włącza do rozmowy.

Ilość spotkań zależy od indywidualnych potrzeb. Niektórym wystarczy kilka spotkań, a inni z - racji złożoności problemu, innej gotowości na wprowadzenie zmian w życiu lub braku wsparcia w otoczeniu - uczęszczają na terapię miesiącami.

Wyobraź sobie, że przychodzi do ciebie ktoś, kto twierdzi, że wszystkie jego problemy biorą się z tego, że jest transwestytą. Wybrał ciebie, żebyś go wyleczyła z transwestytyzmu. Co mu poradzisz?

Zapytałabym, w czym – tak dzień po dniu w ciągu tygodnia, ten transwestytyzm mu czy jej przeszkadza. Jakich czynności nie wykonuje, bo jest transwestytą?

Często funkcjonujemy w schematach „wszystko, wszyscy, zawsze, nigdy”, generalizujemy. Poprosiłabym o takie wyliczenie, żeby ta osoba zobaczyła, że problem, który jej psychologicznie wydaje się ogromny - w istocie taki nie jest. Żeby zobaczyła, że może dobrze funkcjonować. Tylko samo pogodzenie się z tym, jaka jest, stwarza problemy.

Jeślibym została wybrana na to, żeby kogoś „wyleczyć”… Cóż, wiemy, że tego nie da się wyleczyć. Aczkolwiek, jeśli ktoś by chciał… Nikt jeszcze nie chciał (śmiech).

Powiedziałabym, że tego się nie leczy – i zapytała, jakie zmiany – pan czy pani chciałaby zaprowadzić w swoim życiu – i omówmy, jakie to zmiany. To jest właśnie jedno z kluczowych pytań, dzięki któremu często okazuje się, że to nie ten transwestytyzm jest problemem, ale zupełnie coś innego.

Miał dziewczynę, kochali się, było cudownie. Powiedział jej, że jest transwestytą. Zaczęła go unikać. Już go nie kocha?

To jest tak, że osoba transwestytyczna ma czas, żeby się oswoić i zaakceptować swój transwestytyzm, wszystko sobie poukładać. I mówiąc partnerce, musimy mieć świadomość, że ta dziewczyna też potrzebuje czasu. Teraz to partnerka będzie musiała to sobie poukładać. W takiej sytuacji u partnerki też mogą pojawić się pytania o jej własną tożsamość.

Zgłasza się do ciebie mężczyzna, który mówi, że powiedział dziewczynie o swoim transwestytyzmie i na początku było cacy. Akceptowała go, a przynajmniej tolerowała. Ale teraz, po 2 latach wszystko się zmienia i ona już nie może patrzeć na jego sukienki.

Należałoby ustalić, co właściwie przestało jej się podobać, czy co przestała akceptować. Być może to ona teraz zaczęła analizować swoją tożsamość. Być może myśli o tym, że skoro jest z mężczyzną, który bywa kobietą, to kim ona właściwie jest?

Bywa też tak, że kiedy coś nam się nie podoba w związku, to atakujemy te najbardziej widoczne rzeczy. A może ona z czegoś innego jest niezadowolona. Transwestytyzm jest widoczny, często staje się najważniejszym aspektem związku, a przecież jest tak, że po jakimś czasie – na przykład tych dwóch latach – związek ogólnie może się zepsuć. Zrzucamy wtedy winę na to, co nam najbardziej w danym momencie pasuje. Może problem tkwi gdzie indziej, może irytuje ją, że on jej nie pomaga w domu, a może nie zaspokaja jej potrzeb seksualnych. A może ona już się odkochała i nie wie, jak to powiedzieć, więc przerzuca winę na niego.


Osoby trans czasem mówią, że jeśli nie powie się partnerce całej prawdy o sobie, to ukochana kocha nie jego, ale jakieś własne wyobrażenie na temat swojego mężczyzny „prężącego muskuły”. Przecież ona nic nie wie o jego złożonej naturze. Czy więc facet powinien zrobić żonie „niespodziankę” i po 20 latach małżeństwa nagle wyskoczyć z szafy z informacją „jestem transwestytą”?

To jest indywidualna potrzeba. Jeśli ktoś myśli, że nie powiedział przez 20 lat i tym samym żona go nie zna do końca, i ma potrzebę podzielenia się tą swoją prawdą, to trzeba by rozważyć, jakie konsekwencje miałoby dać takie ujawnienie. Co by to zmieniło w związku, czy on by był gotowy to przepracować, wytrzymać, zrozumieć żonę – jej rozterki i niepewność. Bo trudno powiedzieć, czy trzeba, czy nie trzeba – istnieją różne związki i różne układy. Jeżeli jest to ważny aspekt naszej osobowości i mamy silną potrzebę powiedzenia, to powinniśmy przemyśleć jak to zrobić, żeby było bezpieczne dla żony i dla rodziny.

Gdyby ktoś przyszedł do mnie z takim problemem i jeśli zdecydowałby się nie mówić partnerce, starałabym się dowiedzieć, czy w ogóle ma jakieś wsparcie, czy jest sam ze swoim problemem. Jeżeli tak – dobrze by było, żeby nawiązał jakieś kontakty i nie zadręczał się w samotności.

Załóżmy, że taka sytuacja się już zdarzyła. I teraz oboje przeżywają dramat. On w geście desperacji chce ją zaciągnąć do psychologa, żeby autorytet jej wytłumaczył, że mąż nie jest chory ani zboczony, ale partnerka za nic nie chce na to przystać. Czy mimo wszystko walczyć o wizytę?

Zanim zaczniemy walczyć o wizytę, należy poczekać aż partnerka ochłonie, przemyśli to, można podrzucić jej jakąś literaturę, żeby poczytała, przetrawiła to. I w pewnym momencie będzie gotowa na wizytę.

Wiele osób boi się porad specjalistów, bo sądzi, że usłyszy coś nieodwracalnego. Te osoby wiedzą, że czegoś nie da się zmienić, ale nie chcą tego usłyszeć. Psycholog pozbawia je resztki nadziei, że „może się zmieni” i już nie można się oszukiwać. Wizyta jest dobrym pomysłem, ale kiedy partnerka będzie na to gotowa.

Załóżmy, że minęło półtora roku, a ona wciąż nie wykazuje ochoty, żeby pójść z nim do psychologa.

Można przestać mówić o psychologu i przestać przedstawiać sprawę jako „ja jestem transwestytą i to nie jest nic złego, zaakceptuj mnie”. W takiej sytuacji – być może należałoby umożliwić partnerce wyrażenie jej emocji. Porozmawiać o tym, jaka miałaby być jej rola, czy miałaby się zmienić., czy miałaby być bardziej „mężczyzną”.

Są razem 10 lat i w sumie to nie wiadomo, jak teraz między nimi jest. Bo ona pozwala mu ubierać się, w co on chce, pod warunkiem, że będzie mogła robić coś równie „zepsutego” – być rozrzutną, palić papierosy, całe dnie spędzać przy komputerze… Ale nie chce o tym mówić, nie chce tego zauważać.

Być może ona teraz myśli – jak to jest, że ja z kimś tyle byłam i nie zauważyłam, że on jest transwestytą? Czy mnie oszukiwał? Czy jest godny zaufania? Tyle zainwestowałam w ten związek i co teraz? Przecież go kocham. Ale jak mogę coś takiego zaakceptować? Co powie moja rodzina, co powiedzą inni? Odbywa się wnikliwa analiza każdej sfery życia. Każda osoba trans wie, ile trwało to, by w końcu siebie zaakceptować. Podobną sytuację przeżywa partnerka.

Poszła do psychologa i usłyszała, że mąż jest zdrowy psychicznie i to tylko transwestytyzm, ale nigdy mu nie przejdzie. Usłyszała, ale nie przyjęła tego do siebie. Co dalej?

Ukoić emocje i czekać.
Można by również spróbować powiedzieć partnerce „Jesteś dla mnie bardzo ważna, kocham cię, nasz związek jest wspaniały, ale jestem osobą, jaką jestem. Poczekam na twoją decyzję, ale daję ci ultimatum – rok.”

To znaczy – daję ci rok na to, abyś mnie zaakceptowała?

Na przykład. „Chcę poukładać swoje życie ze sobą, z tobą i daję nam rok na zmiany. Bardzo cię kocham, ale ważne jest dla mnie też moje szczęście.”

Jeszcze inna sytuacja – ona, akceptująca, a przynajmniej tolerująca, idzie do psychologa poukładać swoje, wymykające się spod kontroli, życie. Opowiada także o swoim partnerze, z którym się ściera, a także o jego transwestytyzmie, który ją czasem irytuje. A psycholog słucha, słucha i konkluduje: „No, ale skoro on jest transwestytą, to po co pani z nim w ogóle jest?”. I co wtedy?

W takiej sytuacji od razu trzeba wyjść od tego kogoś. To pytanie jest nieetyczne.
Ewentualnie partnerka może zaznaczyć, że przyszła tutaj nie w sprawie męża czy partnera, ale w swojej i dla niej to nie transwestytyzm jest głównym problemem.

Czy terapia par może być remedium na pełne spięć życie rodzinne? On nie zmywa i nie sprząta, ona marudzi na jego sukienki, seksu nie uprawiają, bo ona by chciała mężczyzny, a on z kolei woli to robić „po kobiecemu” – cokolwiek by to miało znaczyć. Czy specjalista – psycholog, seksuolog im pomoże?

Każdy specjalista pomoże im tylko na tyle, na ile oni będą chcieli dojść do jakiegoś kompromisu i wspólnych decyzji, od tego, czy każde z nich będzie chciało coś od siebie dać. Jeśli chcą się zmieniać – to terapia par ułatwi odbudowanie porozumienia. Psycholog, seksuolog będzie mediatorem, będzie zwierciadłem, w którym ta para będzie mogła dostrzec siebie. Poprzez odbicie wizerunku, będą mogli zobaczyć siebie i swoje schematy. Psycholog podejdzie do nich obiektywnie, nie będzie oceniał, nie będzie faworyzował żadnej ze stron.


Z Dorotą Hędzelek rozmawiała Voca
edzamieszczono: 2009.09.24

szukaj

menu

Namaluj mi wiatr

forum partnerek

partnerko :-)

Bądź szczęśliwa z transwestytą!

najnowsze teksty

linki sponsorowane

generowano:
0.036 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
strona partnerek i partnerów crossdresserów
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj