Partnerstwo

Transwestyta w łóżku


Czasem w seksie coś nie gra. Czasem aż tak bardzo, że seksu w ogóle nie ma. Krótki przegląd przypadków i powodów, dla których seks może umrzeć.

Łóżkowe przepychanki 



Mówiąc o problemach związków, często wypływa też temat „łóżkowych przebieranek”. Facet nic nie mówi, bierze ślub, aż nagle w pewnym momencie nie może wytrzymać i – zwierza się swojej lubej ze swojego problemu. Zobaczymy, jak to może wyglądać:

O "zainteresowaniach" mojego męża do rajstop dowiedziałam się dopiero jakiś czas po ślubie. Przyznał mi się do tego dopiero, jak namolnie dopominałam się seksu, którego po prostu nie było. Kiedy mi powiedział o swoich potrzebach przeżyłam szok i rozterki. Nie wiedziałam czy mam do czynienia z mężczyzną, czy z kobietą. Myślę, że mój mąż też chyba, nie do końca świadom był problemu, jakiego doświadczał. (…)

Żona pisze, że nie wiedziała, czy on jest mężczyzną, czy kobietą. Uważa go chyba za transwestytę (podwójnej roli) i to transwestytyzm uważa za powód zrujnowanego życia seksualnego:

Seks okazał mu się nie atrakcyjny. Teraz już wiem, że związane to jest z jego zainteresowaniami.

Dowiadujemy się, że chciała jakoś ich pożycie ratować: 

Chciałam wyjść naprzeciw potrzebom męża w łóżku (…) gdy mąż jest przebrany w łóżku (…) to mnie odpycha, pomimo że gdzieś tam chciałabym by On też był zadowolony i próbowałam się otworzyć, czyli kochaliśmy się tak aż do osiągnięcia satysfakcji , ale później odreagowywałam…[1]


Czy zawsze w sypialni?

Na podstawie takiego fragmentu niewiele można stwierdzić. Mnie jednak uderza jedna rzecz: transwestytyzm podwójnej roli z definicji pozbawiony jest pierwiastka seksualnego. Definicja brzmi tak:

Transwestytyzm podwójnej roli (ICD 10 – link) to potrzeba czasowego przyjmowania roli płci przeciwnej połączonego z ubieraniem jej strojów celem uzyskania emocjonalnej satysfakcji, bez pragnienia trwałej zmiany płci. Nie posiada podłoża seksualnego. [2]

Dlaczego więc osoba, która jest właśnie transwestytą podwójnej roli przenosi swoje „transowanie” oraz – teoretycznie wynikające z niego problemy – do sypialni?

Powodów może być wiele. Być może sam trans nie wie do końca, kim jest i chce eksperymentować także w sypialni. W końcu obiegowa opinia jest taka, że transwestyci przebierają się dla osiągnięcia satysfakcji seksualnej. 

Natomiast, jeżeli jest osobą świadomą swojego transwestytyzmu, jeśli wszystko ma już przemyślane i poukładane, najprawdopodobniej nie będzie nawet myślał o seksie w przebraniu, seksie „jako kobieta” czy tzw. „lesbijskim seksie” [3]. 

Niektóre pary – o ile partnerka się na to ochoczo zgadza, o ile oboje partnerzy znajdują w tym radość - wprowadzają jakieś elementy transwestytyzmu do sypialni i wykorzystują je, aby urozmaicić swoje życie. Ale nie jest to regułą.

Dobrze jest jednak pamiętać, że łóżkowe przebieranki nie powinny stać się tylko i wyłącznie jedyną formą kontaktu seksualnego. Jeśli tak jest – i partner inaczej już nie potrafi, to znaczy, że coś się zmieniło, zepsuło i należałoby się tym zająć. Oto przykład:

Mimo że było cudownie, czegoś brakowało. Z początku te braki wydawały się drobne, niezauważalne, przykryte fascynacją partnerką, seksem, ekscytującymi przebierankami w towarzystwie drugiej osoby. Ale z czasem coraz wyraźniej dawał się odczuć rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami transki, a jej partnerki. (…) 

I tak pomału, pomału, ich życie seksualne zaczęło się zmieniać. I znów, na początku było pięknie, obydwoje traktowali "zamianę ról" jako pikantne urozmaicenie, a transka znowu czuła w podbrzuszu to przyjemne mrowienie, gdy szła do łóżka w pończochach, kładła się na wznak i nie pieściła, ale była pieszczona. Niestety, w te wieczory, gdy było "tradycyjnie", tego mrowienia w podbrzuszu transka nie czuła. I trochę specjalnie, a trochę podświadomie, w te "tradycyjne" wieczory coraz częściej była zmęczona i bolała ją głowa, natomiast do "zamiany ról" była coraz bardziej ochocza. Z czasem zaczęła traktować "tradycyjny" seks jako przymus i przykry obowiązek małżeński.

Różne problemy w związku – także seksualne – doprowadziły do rozpadu tej relacji. Natomiast transka spotkała inną kobietę i zakochała się: 

Transka była już bogatsza o wiedzę, która mówi, że "seks jest jak powietrze - nie jest ważny, dopóki Ci go nie brakuje". (…) Popytała przyjaciół o dobrych specjalistów, umówiła się na wizytę i przy pomocy lekarza zaczęła długą wędrówkę w głąb swojej tożsamości. (…) Dzięki zaufaniu, komunikacji z partnerką i wzajemnym mówieniu o swoich potrzebach, transka po wielu latach na nowo zaczęła uprawiać "stereotypowy, heterycki seks". I razem z Kobietą robią to tak, by oboje mieli z niego radość i pełną satysfakcję.[4]

Jeśli partnerka się nie zgadza i nie ma ochoty na taką odmianę, partner nie powinien naciskać. Porównajmy to na przykład z seksem, w którym jedno z partnerów jest zakneblowane lub przywiązane do łóżka, a jak wiadomo – wiązanie nie musi wszystkim w seksie odpowiadać. I niektórzy nigdy nie chcą tego próbować. Chociaż inna szkoła mówi, że aby wiedzieć, że coś nam nie pasuje, najpierw trzeba tego spróbować… 

Transwestyta czy fetyszysta?

Wrócimy jednak do naszego Męża z początku artykułu. Ustaliliśmy już, że jeśli nie jest on zagubionym transwestytą podwójnej roli, to nie powinien swojego „transowania” przenosić do sypialni, bo partnerce ewidentnie to nie odpowiadało. Ale wydaje się, że „bez rajstop”, to on nie chce się w ogóle kochać! Dlaczego? Uparciuch? Fanaberia? Próbuje zrobić na złość? A może wcale nie jest on transwestytą podwójnej roli (chociaż żona dostrzega w nim pewną kobiecość), ale najzwyczajniejszym w świecie fetyszystą? Z tym, że transwestytycznym? Taka hipoteza to i owo, by wyjaśniała. 

Fetyszysta jest to osoba, która do osiągnięcia podniecenia potrzebuje pewnego przedmiotu – fetysza. Tu tym fetyszem byłby rajstopy lub ogólnie – kobiecy strój. Czasem wyróżnia się dwa stopnie fetyszyzmu:
- przy uprawianiu seksu potrzebny jest jakiś fetysz, natomiast wciąż najważniejsza jest druga osoba – partner, z którym fetyszyst(k)a się kocha;
- do osiągnięcia satysfakcji nie potrzeba partnera, a raczej jest on zbędny. Wystarcza tylko przedmiot. [5]

A teraz zobaczmy, jak wygląda definicja fetyszyzmu transwestytycznego:

fetyszyzm transwestytyczny 
(transwestytyzm fetyszystyczny) Zaburzenie związane z uzyskiwaniem pobudzenia seksualnego poprzez ubieranie się w stroje płci przeciwnej i chwilowe przyjmowanie jej roli. Nie wiąże się zazwyczaj zaburzeniami odczuwanej płci psychicznej, ani chęcią zmiany posiadanej płci. [6]


I teraz – pytanie – co to zmienia, że on jest fetyszystą (transwestytycznym) a nie transwestytą (podwójnej roli)? Zmienia się to, że o ile transwestytyzm jest czymś danym raz na całe życie – jak kolor oczu – i nie da się go ani „wyleczyć” (nie jest chorobą), ani w jakikolwiek inny sposób pozbyć (co nie znaczy, że niektórym nie udaje się go stłumić na długie okresy, po których znów wraca), o tyle fetyszyzm – jako zaburzenie seksualne – da się leczyć i wyleczyć. A przynajmniej próbuje się to robić. Jeśli partner jest fetyszystą i zaburza to relację seksualną, para powinna udać się do seksuologa. Być może nie da się tego wyleczyć tak od ręki, ale seksuolog może problemowi nadać odpowiednią rangę (osoby zaangażowane w związek mają tendencję do wyolbrzymiania problemów) oraz poprawić zaburzoną komunikację między partnerami. Może więc warto wybrać się do niego? Oczywiście powinien być to ktoś, kto dobrze zna problem, z którym się do nim zwracamy. Specjalista od wszystkiego z jakiegoś Ciaputkowa Dolnego może jeszcze pogorszyć sytuację swoim brakiem wiedzy [7]. 

Zagubiona transka 

Poruszony został też problem zgubienia transwestyty, który nie do końca wie, kim jest i czego potrzebuje. Otóż ze względu na niepopularność rzetelnej wiedzy, brak wychowania seksualnego, podtrzymywanie mitów i stereotypów sam transwestyta ma dość duży problem, żeby w pojedynkę dojść do tego, kim jest. Kiedy szuka informacji, często zostaje zdezorientowany – oto znani seksuolodzy w najnowszych publikacjach mylą go z fetyszystą, homoseksualistą, transseksualistą albo zboczeńcem, którego należy leczyć. Często po poszukiwaniach odpowiedzi, jest jeszcze bardziej zdezorientowany niż przed. Zamiast szukać odpowiedzi u „autorytetów”, postanawia po prostu sprawdzić, o co tutaj chodzi. Odpowiedzi może szukać w seksie z mężczyzną, seksie w przebraniu – wszystkim, co przyjdzie mu do głowy… Zobaczymy, jak może to wyglądać:

Urodziłam się 1960 roku. (…) Zadawałam sobie pytanie, kim jestem i do czego to wszystko doprowadzi. Dostępne mi materiały i publikacje określały moje zachowanie jako dewiację i chorobę. (…) Niedawno wpadło mi do głowy, aby spróbować seksu z mężczyzną. Seksu biernego. Kto wie jakby się to skończyło. Szukałem w internecie informacji i zdjęć. I wtedy natknęłam się na stronę crossdressing.pl. Był to bardzo ważny dzień w moim życiu. (…) [8]

Bohater/ka artykułu o mały włos nie poszłaby do łóżka z mężczyzną, aby się dowiedzieć, kim naprawdę jest. Ale gdy znalazła odpowiednie informacje na portalu crossdressing.pl, chęć ta ją opuściła. Lepiej już się orientowała, kim jest i czego potrzebuje.

Mój seks to kobiecy seks!

Istnieją też transwestyci, a także mężczyźni nie będący transwestytami, którzy lubią uwznioślać kobiety, kobiecość, kobiecy sposób przeżywania seksualności i dumni są z tego, że hamują swoją samczą „zwierzęcość”, że tłumią swoją seksualność. Hołubią w sobie swoje niewielkie potrzeby, a kiedy partnerka „domaga się seksu” bronią się przed tym „bólem głowy”, zapracowaniem, lub też wprost nazywają ją opętaną seksem. I co wtedy ta nieszczęsna kobieta ma zrobić? Przecież ona nie może się domagać, bo to nieprzyzwoite! Oraz dość bezskuteczne.

Zobaczmy, co o kobiecej seksualności pisze Nancy Friday, która przez lata zajmowała się badaniami nad nią. Otóż pisze ona: 

Mówimy, że mężczyźni „potrzebują” seksu, a kobiety nie potrzebują go aż tak bardzo. Rzecz jasna, to absurdalne. W społeczeństwie patriarchalnym (…) potrzebna była wiara w kobiecą aseksualność. Jakżeby mógł mężczyzna prowadzić wojny, popychać koła przemysłu, jeśli pół głowy zaprzątałaby mu obawa, że zrobiono z niego rogacza? (…) Kobiety tak totalnie przejęły męską ocenę własnego seksualizmu, że zaczęły oceniać siebie według jego potrzeb: im mniej kobieta seksualna, tym bardziej przyzwoita. (…) Oto bajka, na której się wychowujemy, mit wymyślony dla uśmierzenia tego okropnego strachu, że my wcale nie śpimy, ale jesteśmy całkiem przebudzone, roznamiętnione, głodne seksu, a nasze apetyty są tak nienasycone, że podminowałyby system gospodarczy (…) [9]

Kobiety wciąż wychowywane w nieakceptacji swojego ciała, poczuciu wstydu, karcone jako dziewczynki za dotykanie się „tam” – wyrastają na kobiety, które do swojej seksualności i seksu jako takiego mają stosunek niezbyt zdrowy. 
Chłopcy natomiast – którym zawsze więcej wolno – są bardziej niezależni, świadomi swoich potrzeb seksualnych, które bez wstydu i winy realizują. I to właśnie – naturalność w akceptacji własnego seksualizmu nazywana jest samczą „zwierzęcością”. 

Niektórzy jednak mężczyźni przyjmują punkt widzenia nieco – proszę wybaczyć dosłowność – upośledzonych seksualnie kobiet i uważają się za lepszych, bardziej ludzkich oraz kobiecych(!), ponieważ potrzeby seksualne wyrugowali ze swojego życia. Nie mają pojęcia, że to, co robią, to gwałt nie tylko na swojej własnej seksualności, ale i seksualności swojej partnerki, którą wpychają we frustrację i poczucie winy. 

Partnerki tych mężczyzn nie powinny przyjmować za dobrą monetę słów partnera: „bo ja, widzisz, po prostu jestem taka kobieca”, tylko kopnąć delikwenta w tyłek, co by się opamiętał. Potrzeby seksualne różnych osób się różnią, to prawda, ale własnych zahamowań, które trują związek, nie ma co tłumaczyć pokrętnie rozumianą „kobiecością”.

Podsumowanie

Zarówno partner jak i partnerka mogą się czuć zagubieni, gdy ich związek nie jest satysfakcjonujący w dziedzinie seksu, kiedy seksu jako takiego, czy też „zwykłego heteryckiego seksu” zaczyna brakować (chociaż jednej ze stron). Oczywiście powodów dla takiego stanu rzeczy może być wiele i z pewnością wiele kwestii można rozwikłać i poprawić samemu „na własną rękę”. Ale czasem potrzebny będzie dobry, sprawdzony seksuolog, który jest na czasie z najnowszą wiedzą i nie ma uprzedzeń. O takiego może nie jest zbyt łatwo, ale na pewno jakiś się znajdzie! Dzięki fachowej pomocy możemy zaoszczędzić sobie wielu miesięcy prób i błędów, które odbiją się na naszym związku. Nie ma też co zmuszać się bezrefleksyjnie do niechcianych zachowań seksualnych, które potem się odchorowuje (tak, jak w cytowanym fragmencie wypowiedzi Mężatki). 
Ważne jest to, aby zepsutego życia seksualnego nie zrzucać na karb transwestytyzmu (podwójnej roli), gdyż nie jest to żadne wytłumaczenie. Brak zadowolenia w sferze erotycznej nigdy też nie wypływa w 100% z „winy” jednej z osób, gdyż jako ludzie odpowiedzialni – oboje ponosimy odpowiedzialność za całokształt związku. 


Przypisy:

1. http://www.crossdressing.pl/forum/index.php?lang=pl&topic=2887#48378

2. http://stary1.portalmed.pl/finn2/klasyfikacje/index.stm?klas=icd10

3. Niektórzy transi w taki właśnie sposób nazywają swoje pożycie, aczkolwiek nikt nie umie wytłumaczyć na czym konkretnie ta „lesbijskość” czy też „kobiecość” polega.

4. http://transfuzja.org/pl/artykuly/zycie_seksualne_transow/studium_przypadku_tvtg_mk_3x_lat_g.htm

5. http://pl.wikipedia.org/wiki/Fetyszyzm_(seksuologia)

6. http://www.who.int/classifications/icd/en/

7.

8. http://www.crossdressing.pl/main.php?lv3_id=249&lv1_id=25&lv2_id=52&lang=pl

9. Nancy Friday, Kobiety górą

   

Voca

edzamieszczono: 2009.07.26

szukaj

menu

Namaluj mi wiatr

forum partnerek

partnerko :-)

Bądź szczęśliwa z transwestytą!

najnowsze teksty

linki sponsorowane

generowano:
0.0379 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
strona partnerek i partnerów crossdresserów
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj