Zwykłe życie

Nigdy już nie powiem nigdy...


Ostatni raz wypowiedziałam to słowo patrząc na swoją obecną partnerkę (która jest biologicznym mężczyzną), a brzmiało to tak:

Zaczęło się w szkole podstawowej. Podczas gdy wszystkie moje koleżanki „piszczały” za kolegami z wyższych klas ja siedziałam wpatrzona w Panią od matematyki. Uwielbiałam droczyć się z Nią rozwiązując równania na tablicy. Chodziłam na spacery z Jej synkiem ciesząc się, że jest obok mnie cząstka Jej osoby. Wtedy zrobiłabym wszystko aby zwrócić na siebie Jej uwagę. Żeby spojrzała w moje oczy, które pamiętam do dziś…

Następnie była platoniczna miłość do kobiety, którą spotykałam na kortach tenisowych. Pewnego dnia przestał mnie interesować świat wokół i liczyło się tylko to, czy Ona przyjdzie dzisiaj czy nie. Starałam się zawsze przechodzić obok Jej okien z nadzieją, że Ją zobaczę i że spojrzy na mnie swoimi oczami, które pamiętam do dziś…

Pierwsze drżenie, które każdy miło wspomina przeżyłam z koleżanką. Było zimno, pozwoliła mi przytulić się do siebie i włożyć jedną rękę do rękawa swetra a drugą ją objąć. Nie umiałam wtedy wydusić z siebie najkrótszego słowa. Mogłam tylko patrzeć w jej oczy, które pamiętam do dziś…


Te oczy utwierdziły mnie w przekonaniu, że jestem osobą homoseksualną i że swojego szczęścia powinnam szukać wśród kobiet i że nigdy nie założę heteronormatywnej rodziny. Tak też było. Jako dwudziestolatka zakochałam się w kobiecie czego efektem był 11-letni związek. Nigdy nie zwracałam uwagi na mężczyzn wokół mnie. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że mogę żyć inaczej. Nigdy nie brałam pod uwagę faktu, że któryś z nich mógłby zawrócić mi w głowie. Że któryś z nich mógłby poznać moje tajemnice i zajrzeć głęboko w oczy…

Nigdy już nie powiem nigdy.
Ostatni raz wypowiedziałam to słowo patrząc na swoją obecną partnerkę (która jest biologicznym mężczyzną), a brzmiało to tak: „Widzę jaka ona jest piękna, kobieca, jak emanuje z niej ciepło. Widzę miękkość jej ruchów. Wiem jednak jednocześnie, że pod spodem jest facetem i dlatego też nigdy nie mogłabym się w niej zakochać.” – i zakochałam się…

Dlaczego wszystko tak się potoczyło? Dlaczego teraz pamiętam Jej oczy? Dlaczego uwielbiam przytulać się do Jej męskiego ciała? Dlaczego nie brakuje mi kobiecych walorów? Czy moja orientacja seksualna uległa zmianie?

Jeszcze nie umiem odpowiedzieć na powyższe pytania. Nie wiem także czy jest sens szukać do nich odpowiedzi ponieważ coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, iż zakochujemy się nie w ciele a głównie w umyśle drugiego człowieka. W jego cechach, w jego zachowaniu, w tym, jak się do nas odnosi – a nie w tym co ma pod ubraniem. Jeśli więc kochamy swojego partnera to czy ma znaczenie czy nosi spodnie czy sukienkę? A czy nie jest właśnie ciekawiej jeśli raz jest w spodniach i jest taki męski, a raz w sukience i jest taki kobiecy? 


fot.: J. Dudziński


Greta

edzamieszczono: 2009.07.20

szukaj

menu

Namaluj mi wiatr

forum partnerek

partnerko :-)

Bądź szczęśliwa z transwestytą!

najnowsze teksty

linki sponsorowane

generowano:
0.025 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
strona partnerek i partnerów crossdresserów
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj