Zwykłe życie

Znaleźć równowagę


Aniu, jak wygląda życie z transwestytą na co dzień?  

Ania: Moim zdaniem życie z transwestytą niczym się nie różni od życia z normalnym mężczyzną. 
Tomek: Ale czy ja jestem nienormalny? (śmiech)
A: Hym, nie, tylko nie wiadomo jak to nazwać? Od życia z klasycznym mężczyzną?

T: Typowym.

A: Ok, niech będzie typowym (śmiech)


Czy element transwestytyzmu w jakiś szczególny sposób wpływa na życie pary?


A: To zależy od pary. Według mnie na nasz związek to nie ma wpływu w sensie takim, że i bez transwestytyzmu w naszym domu Tomek pewnie byłby takim samym partnerem. Czynnik trans tylko uwrażliwia go na pewne sprawy i dlatego odczuwa je po części jak kobieta. Może o tyle tylko jest inaczej i może dla mnie ciut łatwiej.


Czy kiedykolwiek myślałaś o tym, że chciałabyś być z partnerem TV albo kobiecym mężczyzną?

A: Zanim poznałam mojego partnera to się nie zetknęłam z tym tematem. To była dla mnie nowość. Coś innego. Wcześniej nie miałam z nikim podobnym styczności. 

A kiedy poznałaś definicję słowa "transwestyta"? 

A: To było trzy lata temu, jak się poznawaliśmy, ale jeszcze nie byliśmy parą. Tomka poznałam jako fantastycznego faceta. To nie było tak, że byliśmy ze sobą już jakiś czas i mnie zaskoczył. To był kolejny etap znajomości, początek miłości. Wtedy Tomek powolutku, nie nachalnie przekazywał mi materiały na ten temat. Najpierw przeczytałam to wszystko. Potem zaczęłam sama zadawać pytania. Nie obarczał mnie tym od razu. Nie zarzucił wiadomościami. Powolutku odkrywałam, co się kryje w słowie „transwestyta”. Kiedy dowiedziałam się, że nie ma w tym nic złego, to uznałam, że wszystko jest w porządku. 

T: Powiedziałem Ani w czasie, kiedy jeszcze się poznawaliśmy, badaliśmy, chodziliśmy na randki. Jak mówi dobra etykieta – ani za późno, ani za wcześnie. Sam nie wiem, czy chciałem, żeby to wyszło po dwóch tygodniach znajomości, bo tyle to trwało, ale tak wyszło. 

Tomku, czy twoim zdaniem transwestytyzm wpływa na wasze życie? 

T: Pewnie nie obce jest ci takie rozumowanie transwestytów, że jesteśmy wrażliwsi, lepsi, że nie siedzimy przed telewizorem z piwem… Ale to jest tylko puste gadanie. To zależy od konkretnych ludzi. To, że Ania mnie akceptuje, sprawia, że nie staram się sprawdzać pewnych rzeczy, granic naszych możliwości. Ania wie, że może mi zaufać, bo nie przesadzam, transwestytyzm nie dominuje mojego życia. Dlatego wydaje mi się, że z jednej strony nie ma to specjalnie znaczenia, ale drugiej są jakieś pokłady estetyki, wrażliwości, rzeczy, nad którymi inni ludzie się w ogóle nie zastanawiają. 

Jeśli chodzi o przesadę w transowaniu – na przykład spędzanie zbyt wiele czasu przed lustrem, u kosmetyczki, cokolwiek – jeśli poświęcałbym na to za dużo czasu, to na pewno coś innego byłoby zaniedbywane i tego nie da się ukryć. Chodzi mi chociaż o sprzątanie, zrobienie czegoś innego, konstruktywnego. Należy znaleźć własne granice i trzymać się wyznaczonych przez siebie ram. 

Aniu - wyobraź sobie, że spotykasz dziewczynę, która właśnie się dowiedziała, że jej partner jest transwestytą. Czy jest coś, co chciałabyś jej przekazać?

A: Przede wszystkim zapytałabym jej, jakim człowiekiem jest jej partner – pomijając fakt jego transwestytyzmu. Zapytałabym, czy ona wie, czego chce i czy jej uczucie jest prawdziwe. Najlepsze jest wtedy zrobienie takiego rachunku: kartka, wady, zalety, dobre i złe chwile. Wydaje mi się, że to skutkuje. Czasem kobiety potrzebują samotności, żeby sobie to wszystko poukładać. 

Przede wszystkim kocha się mimo wszystko. Starałabym się pokazać jej, że tak naprawdę nic się nie zmienia. W życiu ważna jest równowaga. Ktoś zbiera znaczki, ktoś jest transwestytą. Jeśli ten ktoś nie przesadza z poświęcaniem na to czasu, jeśli to nie wychodzi poza określone ramy, to jest w porządku. Rada dla niej: patrz, obserwuj, staraj się zrozumieć, otwórz się na to, ale nie pozwól, żeby to przesłoniło wam życie, żeby stało się całym waszym życiem. 

Czy jest coś, czego się obawiałaś albo co cię dziwiło, kiedy poznawałaś Tomka?

A: Na samym początku zauważyłam, że Tomek jest bardziej delikatny, znalazłam coś, co zazwyczaj zanika u mężczyzn: czułość. 
Obawiałam się tego, że skoro mi już coś wyjawił, tego, że skoro sytuacja wygląda tak, że ja już ci coś powiedziałem, to teraz ty się już podporządkuj temu. Tak jakby zrzucił z siebie ciężar i ten ciężar przytłoczył mnie. Bałam się tego, że w stu procentach mam to zaakceptować. Ale moja akceptacja wychodzi tylko i wyłącznie ode mnie. Ale transwestytyzm nie jest sensem naszego życia, więc nie jest to dla mnie ciężar. 

Tomku – czy znalazłbyś jakiś powód, żeby nie mówić o sobie Ani?

T: Ja sobie nie wyobrażam życia w tajemnicy. Kiedyś przed laty było tak, że nic nie powiedziałem. Wyciągnąłem z tego naukę. Wtedy niestety odbiło się to dużym echem, i być może związek rozpadł się – nie wiem – może właśnie dlatego. Postanowiłem sobie wtedy, że nigdy już nie popełnię tego samego błędu. Błędem było w ogóle nie mówić. Niektórzy uważają, że nie powinno się mówić wszystkiego. Może i tak. Na pewno nie powinno się mówić wszystkiego od razu. Nie wolno zarzucić i przytłoczyć informacjami. 

A: Gdyby tak się stało, to ja bym uciekła. 

T: Gdyby przedstawić wszystko od razu, to chyba nikt by tego nie wytrzymał. A czy są jakieś takie tajemnice, których w ogóle nie powinno się mówić? Uważam, że w ogóle nie ma sensu mówić o wszystkim, co się kiedykolwiek w naszym życiu wydarzyło, nie ma sensu wtajemniczać partnera w rzeczy, które nie mają już kompletnie znaczenia. Być może w transwestytyzmie jest jakaś granica, coś, co należałoby zachować tylko dla siebie, ale na sto procent tego nie wiem. 

Dzięki temu, że Ania poznała te wszystkie moje obawy i sekrety, teraz uczestniczy w transowym życiu, bywa na imprezach, zna mnóstwo ludzi. Oczywiście uczestniczy w tym tylko na tyle, ile chce. Cieszę się bardzo, że tak to się odbywa, to zapewnia nam równowagę. Chociaż mamy oboje świadomość, że sama nie pojechałaby sobie na taką imprezę. 

Są żony i dziewczyny, które za nic nie chcą się dać zaprosić na transowe spotkanie czy imprezę i nie chcą poznać partnera od tej strony. Co wy myślicie o takiej postawie i czy znacie wiele takich par?

A: Ja powiem otwarcie – jeśli ktoś jest zamknięty na wszystko, mówi „nie i koniec”, to ciężko będzie dotrzeć do takiej osoby.

Ja wcześniej nie miałam o transwestytyzmie pojęcia, a jak już się z czymś zetknęłam, to było dla mnie brudne i ordynarne. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego ja się tego transwestytyzmu boję? Uznałam, że skoro jestem człowiekiem myślącym, to nie mogę powiedzieć, że to czy tamto „jest be”, jeśli tego nie poznam; jeżeli nie mam pojęcia na dany temat, to nie mogę się wypowiadać. Więc jeżeli ktoś ma złe wyobrażenie, to zależy od niego, czy da się przekonać, czy da się otworzyć. 

A wśród waszych znajomych więcej jest par, w których partnerzy się akceptują, czy też ukrywają transwestytyzm przed żonami? 

T: Znamy wiele par akceptujących się. Na jednej z imprez w lecie połowa uczestników to były osoby, które przyjechały w parach. Chylimy czoła przed wszystkimi, którzy potrafią sobie ułożyć życie w parze. 

Ale w innych przypadkach jest taka zasunięta kurtynka: „ty sobie tam rób, co chcesz, ja nie muszę w tym uczestniczyć, a najlepiej mi o tym w ogóle nie opowiadaj”. Niektóre z tych osób mogą przyjechać na imprezy, ale nigdy nie zobaczymy ich z żoną czy dziewczyną. 

Znamy kilka osób, które niestety muszą się mijać z prawdą, kiedy chcą wziąć udział w jakimś spotkaniu. Inni, którzy chcą być fair wobec partnera, w ogóle tego tematu nie poruszają, nigdy nie pojawiają się na żadnych imprezach, właśnie dlatego, że mają takiego żandarma w domu. Bardzo z tego powodu ubolewamy, bo widzimy, jak bardzo te osoby - trzymane na siłę w domu - się męczą i cierpią. Myślę, że nie byłoby nic złego w tym, żeby taka osoba raz na dwa lata pojawiła się na jakiejś imprezie. W ogóle nie mówię o tym, że ktoś ma być na wszystkich, bo w tym momencie trzeba dysponować grubym portfelem, żeby się na wszystkich pojawiać, gdyż jest tych spotkań bardzo dużo. 

Rozumiem, że można postawić granice, ale żeby nie pozwolić partnerowi w ogóle na uczestnictwo w jakiejś imprezie albo go szantażować – to dla mnie jest kompletnie niezrozumiałe. Niezrozumiałe, bo ja mam zupełnie inną sytuację, a wiadomo, że syty głodnego nie zrozumie. Pozostaje mi tylko ubolewać, że tak jest. Chciałbym, żeby jakiś głos przemówił do tych osób. Nie wiem, jakie wyobrażenia mają te żony, które powstrzymują swoich mężów przed udziałem w imprezach, ale zapewniam, że nie ma tam żadnych orgii, ani też gorszących wydarzeń, które mogłyby zaszkodzić związkowi. 

Przejdźmy teraz do czegoś zupełnie innego, mianowicie – o co się kłócicie w waszym związku i czy przypadkiem nie o szminki i sukienki albo o to, ile pieniędzy poszło na perukę?

(Obopólny śmiech)
A: Kłócimy się o różne sprawy. Jednak transwestytyzm nie przysłania nam całego życia, więc jeśli się kłócimy, to o coś zupełnie innego. A jeśli chodzi o ubrania, to mamy podobny rozmiar i gust, więc się nawet wymieniamy. Marta (Tomek) ratuje mnie parą rajstop, czasem pożyczam sobie od niej jakiś kosmetyk. 
Transwestytyzm nie jest punktem zapalnym i powodem kłótni. Ja to akceptuję, wiem, że jest to część Tomka. 

Czy wasze rodziny wiedzą o transwestytyzmie Tomka?

T: Moi rodzice i siostra wiedzą. Był taki czas, kiedy wyrzuciłem tę informację z siebie jak wulkan. Od tamtego czasu dla mnie przestało to być „zakazane” i nie jest już tak bardzo dziko atrakcyjne. Chociaż nie mam zamiaru im „robić obciachu” i chodzić do niech w sukience. Oni mają swoje lata i skoro to zaakceptowali, to ten zakres zrozumienia mi wystarcza. Moja siostra powiedziała mi, że jestem jej bratem i kocha mnie takiego, jakim jestem, ale że takiego męża to nie chciałaby mieć. (śmiech)

A: Oj, widzę, że będę z nią musiała porozmawiać (śmiech). 

T: Reszta mojej rodziny nie musi wiedzieć.

A: Za to moi rodzice nie wiedzą. Nie chcę ich tym obarczać. Może źle ich osądzam, ale myślę, że nie zrozumieliby tego. Widzą, że jestem szczęśliwa i tyle. 

A co z przyjaciółmi?

A: Mój przyjaciel wie, i zaskoczyła mnie jego reakcja. Powiedziałam mu, bo chciałam tę część kamienia oddać komuś. Zrobiłam to i było mi lżej. Skwitował to w ten sposób, że ma już jednego takiego znajomego. Kolejną osobą, której powiedziałam, była moja przyjaciółka - otwarty umysł, nie boi się nowego. To nie była dla niej żadna sensacyjna wiadomość. Być może pojawi się ona na najbliższej imprezie transowej. 

T: W moim otoczeniu jest kilka osób, które się dowiedziały. Muszę przyznać, że nikt z nich nie zmienił do mnie nastawienia, dalej się kumplujmy, z niektórymi nawet przyjaźnimy. Wielu z nich dobrze by się bawiło na naszych imprezach. 

Aniu – czy w twoim subiektywnym odczuciu życie z partnerem - transwestytą jest trudniejsze niż chłopakiem nie -TV? Czy są jakieś wielkie przeszkody i
utrudnienia?


A: Nie. Jeśli ktoś nie przesadza z poświęcaniem na coś czasu – czy to znaczki, czy transwestytyzm, jeśli to komuś nie przesłania życia, to jest ok. Jeśli to przysłoniłoby to w tym związku mnie, to tak bym nie chciała żyć. Przepraszam, ale ja też jestem ważna. Najważniejsza w życiu jest równowaga, czasem czegoś musi być w życiu mniej, czasem więcej. 

T: Ważny jest też kompromis. Ale nie na zasadzie – zrobię coś, żebyś mnie tylko akceptowała, tylko coś, co zadowoli oboje partnerów. Wydaje mi się, że to ode mnie powinno wyjść wyczucie granicy i zaproponowanie kompromisu. 

A: Jeśli dwie osoby lubią ze sobą spędzać czas, mają wspólne tematy i zainteresowania, kochają się to – to jest najważniejsze. To jest ta równowaga. 

Czy jest coś, czego nadal nie rozumiesz lub nie akceptujesz, co cię drażni w partnerze, co ma związek z jego transwestytyzmem?

A: Wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Tomek cały czas z cierpliwością prowadzi mnie za rączkę przez szeroki temat transwestytyzmu. 

A czy nie irytuje cię na przykład to, że po raz kolejny wstajesz z łóżka, i zamiast swojego męża widzisz faceta w rajstopach i staniku, biegającego po domu z jednym okiem pomalowanym, a drugim nie, gdy tymczasem w tle leżą jego przemieszane damskie i męskie buty, sukienki itd.?

A: (śmiech) Nie. Nie ma rzeczy, które mnie drażnią. Buty nigdzie nie leżą, bo oboje lubimy porządek. No, może torebki (śmiech). Ale bilans musi wyjść na zero. Akurat tego transwestytyzmu jest na tyle, że mnie to w żaden sposób nie drażni. 

Nie macie jeszcze dzieci, ale jeśliby się pojawiły - czy myśleliście o tym, kiedy, jak i czy w ogóle mówić im o transwestytyzmie taty?

A: Dzieci są ciekawe świata i wszystko je interesuje. Jeśli chodzi o przekazanie im tych informacji, to będzie tylko kwestia wybrania odpowiedniego wieku. Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy nie lepiej wychowywać dziecko w wiedzy od małego. Problem w tym, że dzieci w przedszkolu potrafią powiedzieć wszystko. Więc lepiej chyba zaczekać i wybrać odpowiedni wiek. 

A jakie są zalety bycia z crossdresserem, poza pożyczaniem rajstop?

A: Zaletą jest to, że mam dwie osoby w domu, czyli razem jest nas trójka. Z jednej strony mam mężczyznę, który wywierci dziurę w ścianie, zrobi typowo męskie czynności, a z drugiej strony mężczyznę, który przyjdzie i mnie przytuli, kiedy tego potrzebuję.  

Jakieś wady?

A: Długie przesiadywanie w łazience.
T: E, jeszcze nie było w tym domu sześciogodzinnego siedzenia w łazience. Zresztą, dziś uważam to za stratę czasu. Wynika to pewnie z tego, że wszystko, co chciałem, to już zrealizowałem w życiu. Dotąd brakowało mi tylko jednego elementu w tym wszystkim – brakowało mi Ani. 

Z Anią i Tomkiem rozmawiała Voca
edzamieszczono: 2009.09.24

szukaj

menu

Namaluj mi wiatr

forum partnerek

partnerko :-)

Bądź szczęśliwa z transwestytą!

najnowsze teksty

linki sponsorowane

generowano:
0.0338 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
strona partnerek i partnerów crossdresserów
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj